Trasa In Winter w Polsce
Dodane przez Antimatter dnia 03 grudzień 2016 14:00
Relacja z trasy In Winter w 2016







Zapraszamy do przeczytania relacji oraz obejrzenia filmików
z tegorocznych koncertów w Polsce.


[KLIK]

Rozszerzona zawartość newsa
Koncerty w Polsce

12.11.2016. - Szczecin, Azoty Arena
13.11.2016. - Wrocław, Hala Orbita
14.11.2016. - Toruń, Toruń Arena



W połowie listopada Katie odwiedziła Polskę wraz z Gruzińskim żeńskim chórem Gori aby podczas 3 koncertów promować nową płytę „In Winter”. Płytę niezwykłą i zupełnie inną niż wszystkie dotychczasowe albumy. Płytę, w której – jak sama mówi – jest najwięcej tej prawdziwej Katie. I nie ma w tym nic dziwnego, stanowi ona bowiem pewnego rodzaju powrót do korzeni, powrót do Gruzji – kraju w którym się urodziła, kraju z którego pochodzi chór jak również do kraju z którego pochodzą jej niektóre wspomnienia i opowieści, którymi dzieli się z nami na tej płycie (jak choćby w „Plane song”). Sam chór pochodzący z miasta Gori w Gruzji to również dusza tego albumu i zapewne tego miejsca. 23 kobiety i niezwykle charyzmatyczna dyrygentka Teona Tsiramua przykuwają uwagę od razu i od razu wchodzisz bez reszty w ich świat – świat, którym tak chętnie się dzielą. Ich unikalny sposób śpiewania został nawet wpisany na listę Unesco wśród niematerialnych dóbr kultury tego kraju. Kiedy słucha się ich na scenie razem z Katie ma się wrażenie, że ich współpraca trwa od zawsze. Tworzą fantastyczną symbiozę, gdzie chór nie jest tylko tłem, ale pełnoprawnym partnerem. Na żywo brzmią jeszcze bardziej energetycznie i głosem opowiadają niesamowite historie.
Każdy koncert podzielony był na 2 części. Pierwsza z nich to podróż poprzez cała płytę „In Winter” od początku do końca i bez żadnych wymówek – mimo, że możemy usłyszeć na niej m. in. język ukraiński, rumuński, gruziński i oczywiście angielski. Muzyka to język uniwersalny, który nie zna żadnych granic – choć warto by może dodać, że dzieje się tak o ile potrafi on w słuchaczu wzbudzić emocje. Nie trzeba rozumieć słów, by poddać się temu, co utwór ze sobą niesie.
Genialnym przykładem ku temu jest otwierający album i cały koncert utwór „The little swallow” (ukraińska kolęda Shchedryk), która błyskawicznie naprowadza nas na klimat tego wieczoru i jego niepowtarzalność. Chór od razu wprowadza nas w całą opowieść jaką jest ta płyta a ścierające się w niej subtelność i siła mimo kontrastu są bardzo spójne.
Czas zimowo – świąteczny to czas niezwykły, czas dzielenia się tym, co mamy w sobie najlepszego, czas dzielenia się ciepłem, radością i miłością o czym często zapominamy w pośpiechu, powszechnej komercjalizacji świąt wraz z sugestią, że święta będą tym lepsze im więcej kupimy, mimo, że nie o to w nich chodzi. Katie pokazuje to w piosence „A time to buy”, która jak na ironię jest najlżejszym utworem na płycie. Jest też u tworem w którym chór przepięknie rozkwita i czyni z niego małe arcydzieło.
Na koncercie usłyszeliśmy też oczywiście piosenkę „River”, która jest coverem utworu Joni Mitchell. Chyba w świąteczny czas każdy z nas chciałby mieć taką swoją rzekę i „nauczyć swoje stopy latać”. Chór uwydatnia to wrażenie i czyni wszystko jeszcze bardziej przejmującym.
Podczas tych 3 wieczorów mogliśmy posłuchać także wspomnianego już utworu „Plane song” w którym Katie przywołuje wspólne zabawy z bratem na polu blisko ich domu w Gruzji gdzie po upadku Związku Radzieckiego pozostał opuszczony samolot, który musiał stać się niezwykłym placem zabaw dla małych dzieci. I to z pewnością takim, jakich dziś już zasadniczo nie doświadczamy.
Nie zabrakło też utworu „Dreams on fire” będącego pierwszym singlem zwiastującym nową płytę.
Jednakże pokuszę się o stwierdzenie, że o istocie tego albumu stanowią takie utwory, których tekstów nie rozumiemy, które oczyszczają umysł i pozwalają skupić się tylko na emocjach, ich odbiorze i przeżywaniu. Bije z nich prawda, piękno i szlachetność prawie nie spotykane dziś na scenie!
Pierwszą część koncertu jak i cała płytę zamykał doskonale wszystkim znany utwór „O holy night” w wersji akustycznej. Można by rzec, że jest to pewnego rodzaju modlitwa o pokój i praktycznie z takim odczuciem odsyłał nas na przerwę.
Druga część koncertu to największe przeboje Katie oraz kilka równie dobrze znanych coverów, które ponownie zagrane zostały w zupełnie nowej odsłonie (głos, klawisze, gitara, kontrabas i okazjonalnie malutka perkusja). Skromna dekoracja podczas obu części stwarzała bardzo intymny klimat, mimo iż w Polsce wszystkie koncerty odbywały się w halach (Azoty Arena, Hala Orbita i Arena Toruń). To też jest niezwykłe, by umieć tak zaczarować to, co dzieje się na scenie, by słuchacz miał wrażenie, że siedzi w małym, zadymionym, jazzowym klubie a nie w ogromnej studni bez dna.
Niesamowite jest też to, że otwierający drugi set utwór „Crawling up a hill” jakkolwiek nie byłby zagrany zawsze emanuje ogromną energią nawet w najbardziej akustycznych formach.
Utworem, którego byłam najbardziej ciekawa w tej drugiej części był utwór „Fancy”, który do tej pory znaliśmy z bardzo rozbudowanych instrumentalnie wersji. Krótkie wokalizy Katie wzbogacały go i wprowadzały element balansujący na krawędzi country, co razem dawało porywający efekt. Wcześniej nie mieliśmy okazji słuchać tej piosenki w wykonaniu Katie w Polsce, więc była to prawdziwa perełka.
Wśród pozostałych coverów usłyszeliśmy też m. in „Bridge over troubled water”, który Katie uważa za jeden z najlepszych utworów jakie kiedykolwiek napisano. Jest to utwór, który w prostych formach ma największą siłę i wzrusza mimowolnie. Nie da się oprzeć jego urokowi.
Utwór „Wonderful life” niektórych od razu skłaniał do śpiewania, co nie umknęło uwadze Katie, która sama zachęcała by śpiewać razem z Nią, chociażby szeptem. Głos, gitara, kontrabas i perkusja stworzyły klimat tak subtelny, że chciało się, by ten utwór trwał i trwał.
„Belfast’ to kolejny utwór, który na tej trasie brzmiał zupełnie inaczej. Pianino dodało tu wielkiego uroku, choć jest to mój ukochany utwór, który mnie osobiście zachwyca zawsze i w każdej postaci. Dla mnie to nieopisana radość, że od jakiegoś czasu Katie śpiewa go prawie na wszystkich koncertach.
Na pierwszym koncercie, który miał miejsce w Szczecinie Katie zaśpiewała także „Call off the serach” ale ze względu na niezwykły sentyment Polaków do „Spider’s web” to właśnie ten utwór brzmiał przez kolejne dwa wieczory w miejsce tytułowej piosenki z pierwszej płyty.
„Tank You stars” to utwór, który Katie zagrała w Polsce po raz pierwszy dopiero rok temu w Lublinie, a który tutaj w nowej odsłonie brzmiał jeszcze prawdziwiej i wspaniale łączył się w całość z pozostałym repertuarem.
Oczywiście usłyszeliśmy też „Nine million bicycles”, na który publiczność reaguje zawsze bardzo żywiołowo. Tym razem jednak zachwyt i jego siła były tym większe, że wykonany został z towarzyszeniem całego chóru Gori, który powrócił na scenę, by towarzyszyć na niej Katie już do końca wieczoru. Była to zapowiedź fantastycznego finału, który znów pokazał nam, że w muzyce ogranicza nas tylko własna wyobraźnia.
Na koniec zabrzmiały tak przejmujące utwory jak „The closest thing to crazy” czy „I cried for You”, którym Katie ponownie i niemal tradycyjnie znów kończy koncerty. Ten ostatni zawsze odsyła słuchaczy do domu z poczuciem niezwykłości tego, co się przed chwilą wydarzyło, zwłaszcza, gdy w uszach mamy jeszcze chór, który brzmi tu jakby śpiewał ten utwór wraz z Katie od ponad 10 lat, czyli od premiery płyty „Piece by piece”.
Jednakże pomiędzy nimi – jako deser - zabrzmiała jeszcze jedna piosenka zabrana w trasę przez Katie i chór z ich domu, czyli z Gruzji. Katie od zawsze prezentuje na scenie rozmaite gruzińskie piosenki, które każdorazowo spotykają się z ogromnym entuzjazmem publiczności. Tak też było i teraz. Rozmaitość nastrojów w „Satrpialo”, modulacja głosu wokalistki i tajemniczość chóru sprawiały, że znów znaleźliśmy się w jakimś mistycznym świecie z którego nie miało się ochoty wracać.
Cały koncert był niezwykłą podróżą przez zimowe krajobrazy z bezkresnym kolorytem głosów chóru Gori niczym płatkami śniegu mieniącymi się w słońcu, gdzie na koniec każdy mógł znaleźć swój idealny świat i ogrzać się przy kominku ciepłego głosu Katie.

Tekst: Joanna Jedliczko