News ::  Forum ::  Fanclub ::  Galeria ::  Linki
20 Lipiec 2018 
 
katie-melua.pl

Menu
bullet News
bullet Forum
bullet
bullet Galeria
bullet Biografia
bullet Dyskografia
bullet Teksty
bullet Chwyty gitarowe
bullet Blog
bullet Klipy
bullet Wywiady
bullet Koncerty
bullet Download
bullet Zespół
bullet Linki
bullet Szukaj
bullet Kontakt
bullet Lista fanklubowiczów
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 244
Najnowszy Użytkownik: karcher77
Ostatnio dodane




Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Się też przywitam...
Linki z Katie
Aktualnie czytane
BILETY mam do sprzed...
Katie & Gori Women's...
A czy B- czyli stara...
Sprzedam kawalerkę w...
Wonderful Life - now...
- Więcej... -
Najciekawsze Tematy
Czego słuchacie w... [4070]
BOJOWE ZADANIE :) :D [2802]
A czy B- czyli st... [1535]
Osoba pode mną.. [1408]
Linki z Katie [635]
Fakty jakie powin... [485]
 
Trasa In Winter w Polsce
 
Koncerty w Polsce

12.11.2016. - Szczecin, Azoty Arena
13.11.2016. - Wrocław, Hala Orbita
14.11.2016. - Toruń, Toruń Arena



W połowie listopada Katie odwiedziła Polskę wraz z Gruzińskim żeńskim chórem Gori aby podczas 3 koncertów promować nową płytę „In Winter”. Płytę niezwykłą i zupełnie inną niż wszystkie dotychczasowe albumy. Płytę, w której – jak sama mówi – jest najwięcej tej prawdziwej Katie. I nie ma w tym nic dziwnego, stanowi ona bowiem pewnego rodzaju powrót do korzeni, powrót do Gruzji – kraju w którym się urodziła, kraju z którego pochodzi chór jak również do kraju z którego pochodzą jej niektóre wspomnienia i opowieści, którymi dzieli się z nami na tej płycie (jak choćby w „Plane song”). Sam chór pochodzący z miasta Gori w Gruzji to również dusza tego albumu i zapewne tego miejsca. 23 kobiety i niezwykle charyzmatyczna dyrygentka Teona Tsiramua przykuwają uwagę od razu i od razu wchodzisz bez reszty w ich świat – świat, którym tak chętnie się dzielą. Ich unikalny sposób śpiewania został nawet wpisany na listę Unesco wśród niematerialnych dóbr kultury tego kraju. Kiedy słucha się ich na scenie razem z Katie ma się wrażenie, że ich współpraca trwa od zawsze. Tworzą fantastyczną symbiozę, gdzie chór nie jest tylko tłem, ale pełnoprawnym partnerem. Na żywo brzmią jeszcze bardziej energetycznie i głosem opowiadają niesamowite historie.
Każdy koncert podzielony był na 2 części. Pierwsza z nich to podróż poprzez cała płytę „In Winter” od początku do końca i bez żadnych wymówek – mimo, że możemy usłyszeć na niej m. in. język ukraiński, rumuński, gruziński i oczywiście angielski. Muzyka to język uniwersalny, który nie zna żadnych granic – choć warto by może dodać, że dzieje się tak o ile potrafi on w słuchaczu wzbudzić emocje. Nie trzeba rozumieć słów, by poddać się temu, co utwór ze sobą niesie.
Genialnym przykładem ku temu jest otwierający album i cały koncert utwór „The little swallow” (ukraińska kolęda Shchedryk), która błyskawicznie naprowadza nas na klimat tego wieczoru i jego niepowtarzalność. Chór od razu wprowadza nas w całą opowieść jaką jest ta płyta a ścierające się w niej subtelność i siła mimo kontrastu są bardzo spójne.
Czas zimowo – świąteczny to czas niezwykły, czas dzielenia się tym, co mamy w sobie najlepszego, czas dzielenia się ciepłem, radością i miłością o czym często zapominamy w pośpiechu, powszechnej komercjalizacji świąt wraz z sugestią, że święta będą tym lepsze im więcej kupimy, mimo, że nie o to w nich chodzi. Katie pokazuje to w piosence „A time to buy”, która jak na ironię jest najlżejszym utworem na płycie. Jest też u tworem w którym chór przepięknie rozkwita i czyni z niego małe arcydzieło.
Na koncercie usłyszeliśmy też oczywiście piosenkę „River”, która jest coverem utworu Joni Mitchell. Chyba w świąteczny czas każdy z nas chciałby mieć taką swoją rzekę i „nauczyć swoje stopy latać”. Chór uwydatnia to wrażenie i czyni wszystko jeszcze bardziej przejmującym.
Podczas tych 3 wieczorów mogliśmy posłuchać także wspomnianego już utworu „Plane song” w którym Katie przywołuje wspólne zabawy z bratem na polu blisko ich domu w Gruzji gdzie po upadku Związku Radzieckiego pozostał opuszczony samolot, który musiał stać się niezwykłym placem zabaw dla małych dzieci. I to z pewnością takim, jakich dziś już zasadniczo nie doświadczamy.
Nie zabrakło też utworu „Dreams on fire” będącego pierwszym singlem zwiastującym nową płytę.
Jednakże pokuszę się o stwierdzenie, że o istocie tego albumu stanowią takie utwory, których tekstów nie rozumiemy, które oczyszczają umysł i pozwalają skupić się tylko na emocjach, ich odbiorze i przeżywaniu. Bije z nich prawda, piękno i szlachetność prawie nie spotykane dziś na scenie!
Pierwszą część koncertu jak i cała płytę zamykał doskonale wszystkim znany utwór „O holy night” w wersji akustycznej. Można by rzec, że jest to pewnego rodzaju modlitwa o pokój i praktycznie z takim odczuciem odsyłał nas na przerwę.
Druga część koncertu to największe przeboje Katie oraz kilka równie dobrze znanych coverów, które ponownie zagrane zostały w zupełnie nowej odsłonie (głos, klawisze, gitara, kontrabas i okazjonalnie malutka perkusja). Skromna dekoracja podczas obu części stwarzała bardzo intymny klimat, mimo iż w Polsce wszystkie koncerty odbywały się w halach (Azoty Arena, Hala Orbita i Arena Toruń). To też jest niezwykłe, by umieć tak zaczarować to, co dzieje się na scenie, by słuchacz miał wrażenie, że siedzi w małym, zadymionym, jazzowym klubie a nie w ogromnej studni bez dna.
Niesamowite jest też to, że otwierający drugi set utwór „Crawling up a hill” jakkolwiek nie byłby zagrany zawsze emanuje ogromną energią nawet w najbardziej akustycznych formach.
Utworem, którego byłam najbardziej ciekawa w tej drugiej części był utwór „Fancy”, który do tej pory znaliśmy z bardzo rozbudowanych instrumentalnie wersji. Krótkie wokalizy Katie wzbogacały go i wprowadzały element balansujący na krawędzi country, co razem dawało porywający efekt. Wcześniej nie mieliśmy okazji słuchać tej piosenki w wykonaniu Katie w Polsce, więc była to prawdziwa perełka.
Wśród pozostałych coverów usłyszeliśmy też m. in „Bridge over troubled water”, który Katie uważa za jeden z najlepszych utworów jakie kiedykolwiek napisano. Jest to utwór, który w prostych formach ma największą siłę i wzrusza mimowolnie. Nie da się oprzeć jego urokowi.
Utwór „Wonderful life” niektórych od razu skłaniał do śpiewania, co nie umknęło uwadze Katie, która sama zachęcała by śpiewać razem z Nią, chociażby szeptem. Głos, gitara, kontrabas i perkusja stworzyły klimat tak subtelny, że chciało się, by ten utwór trwał i trwał.
„Belfast’ to kolejny utwór, który na tej trasie brzmiał zupełnie inaczej. Pianino dodało tu wielkiego uroku, choć jest to mój ukochany utwór, który mnie osobiście zachwyca zawsze i w każdej postaci. Dla mnie to nieopisana radość, że od jakiegoś czasu Katie śpiewa go prawie na wszystkich koncertach.
Na pierwszym koncercie, który miał miejsce w Szczecinie Katie zaśpiewała także „Call off the serach” ale ze względu na niezwykły sentyment Polaków do „Spider’s web” to właśnie ten utwór brzmiał przez kolejne dwa wieczory w miejsce tytułowej piosenki z pierwszej płyty.
„Tank You stars” to utwór, który Katie zagrała w Polsce po raz pierwszy dopiero rok temu w Lublinie, a który tutaj w nowej odsłonie brzmiał jeszcze prawdziwiej i wspaniale łączył się w całość z pozostałym repertuarem.
Oczywiście usłyszeliśmy też „Nine million bicycles”, na który publiczność reaguje zawsze bardzo żywiołowo. Tym razem jednak zachwyt i jego siła były tym większe, że wykonany został z towarzyszeniem całego chóru Gori, który powrócił na scenę, by towarzyszyć na niej Katie już do końca wieczoru. Była to zapowiedź fantastycznego finału, który znów pokazał nam, że w muzyce ogranicza nas tylko własna wyobraźnia.
Na koniec zabrzmiały tak przejmujące utwory jak „The closest thing to crazy” czy „I cried for You”, którym Katie ponownie i niemal tradycyjnie znów kończy koncerty. Ten ostatni zawsze odsyła słuchaczy do domu z poczuciem niezwykłości tego, co się przed chwilą wydarzyło, zwłaszcza, gdy w uszach mamy jeszcze chór, który brzmi tu jakby śpiewał ten utwór wraz z Katie od ponad 10 lat, czyli od premiery płyty „Piece by piece”.
Jednakże pomiędzy nimi – jako deser - zabrzmiała jeszcze jedna piosenka zabrana w trasę przez Katie i chór z ich domu, czyli z Gruzji. Katie od zawsze prezentuje na scenie rozmaite gruzińskie piosenki, które każdorazowo spotykają się z ogromnym entuzjazmem publiczności. Tak też było i teraz. Rozmaitość nastrojów w „Satrpialo”, modulacja głosu wokalistki i tajemniczość chóru sprawiały, że znów znaleźliśmy się w jakimś mistycznym świecie z którego nie miało się ochoty wracać.
Cały koncert był niezwykłą podróżą przez zimowe krajobrazy z bezkresnym kolorytem głosów chóru Gori niczym płatkami śniegu mieniącymi się w słońcu, gdzie na koniec każdy mógł znaleźć swój idealny świat i ogrzać się przy kominku ciepłego głosu Katie.

Tekst: Joanna Jedliczko
























































Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Nie jesteś jeszcze Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło?
kliknij
TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Przemek  Użytkownik jest offline
02/03/2018 11:41
Ale ludzie jeszcze żyją smiley

Vemona  Użytkownik jest offline
30/03/2017 10:38
Forum umarło smutny nikt nie aktualizuje tutaj tego, co dzieje się u Katie na bieżąco. Szkoda smutny

mpapaj  Użytkownik jest offline
17/11/2016 12:46
smiley

ziemowit59  Użytkownik jest offline
13/11/2016 23:23
czy ktoś widział i może opowie j koncert katie we Wrocławiu?

JAF  Użytkownik jest offline
11/11/2016 23:29
Witam, jestem dziś pierwszy raz na stronie Fanclubu. Będę wdzięczna za odpowiedź czy jutro 12.11 w Szczecinie będzie jakieś spotkanie z Katie przed koncertem np. w Empiku?

Pokaż więcej...

Domker_  Użytkownik jest offline
16/10/2016 15:29
Tak tylko opakowanie i parę grafik od tego artysty tam dodatkowo.
Ja zakupiłem zwykłą (jewelcase)


Jami  Użytkownik jest offline
14/10/2016 16:36
czyżby róznica była tylko w opakowaniu ? w empiku przy zwykłym wydaniu pisze że Rodzaj opakowania: Standard. a przy deluxe że Digipack.

Jami  Użytkownik jest offline
14/10/2016 16:25
widzę, e jest dostępna wersja deluxe płyty In winter. Czym się różni od zwykłej edycji ?

jane26  Użytkownik jest offline
27/09/2016 21:48
Dzięki Domker smiley. Miło zobaczyć, że już tak niewiele zostało <3

Domker_  Użytkownik jest offline
22/08/2016 21:05
Liczniki ogarnięte smiley

Urodziny
Dzisiejsi solenizanci:

Dzisiaj żaden z użytkowników nie obchodzi urodzin.
Nadchodzące urodziny:
spontansilesia21. Lip.
Amandek27. Lip.
Alyssa9728. Lip.
Lukasz29. Lip.
Kacper31. Lip.
Statystyka galerii
Zdjęcia z Galerii
były oglądane
1836579 razy